W dzisiejszym odcinku prezentujemy debatę pod tytułem Język a płeć i kultura, którą w ramach Europejskiego Dnia Języków zorganizował Goethe-Institut Warschau.

W tym dniu Goethe-Institut wraz z Przedstawicielstwem Komisji Europejskiej w Polsce i innymi europejskimi instytutami kultury zrzeszonymi w EUNIC organizuje od kilku lat debaty na temat języka i zmian kulturowo-społecznych. W tym roku tematem są związki języka z płcią i kulturą: jak język, poprzez gramatykę, składnię i leksykę, odzwierciedla i określa role oraz formy społeczne, a także czy język to wyłącznie poprawność gramatyczna, czy również manifest poglądów.

W panelu udział wzięły:

dr Sylwia Chutnik, pisarka, publicystka, wielokrotnie wyróżniana aktywistka

prof. UW dr hab. Agnieszka Graff, amerykanistka, literaturoznawczyni i publicystka

dr Małgorzata Anna Maciejewska, wykładowczyni Gender Studies w Instytucie Badań Literackich PAN i publicystka 

prof. Cecilia Robustelli, członkini Accademia della Crusca

Rozmowa odbyła się 26 września 2019 roku. W imieniu gospodarzy obecnych powitała Iwona Kuczkowska, a spotkanie poprowadzili Anna Sańczuk i Maciej Ulewicz. Prof. Robustelli zjawiła się na debacie na zaproszenie Włoskiego Instytutu Kultury.

 

Tłumaczenie uwag prof. Robustelli (za które jesteśmy wdzięczni Annie Osmólskiej Mętrak):

 

07:39

Sytuacja językowa we Włoszech jest podobna do polskiej, bo i tutaj występuje rodzaj gramatyczny (męski i żeński). „Doktor” w rodzaju męskim to dottore, zaś w żeńskim również mamy dwie formy: dottora lub dottoressa. Można by długo rozprawiać na temat wyboru między tymi formami, ale powiem tylko krótko, że rozpowszechniona jest forma dottoressa, a nie dottora, która dawniej istniała w języku włoskim, zanim stopniowo wyparła ją dottoressa. Zatem panuje zgoda, że w stosunku do kobiet należy używać form żeńskich. W tym przypadku preferujemy formę rozpowszechnioną (dottoressa) i pozwalamy jej się utrwalić.

13:42

Poruszono tu dwa problemy, które postaram się streścić. Kwestia pierwsza: czy język odzwierciedla zmiany społeczne, a zmiany społeczne znajdują odzwierciedlenie w języku? Jeśli chodzi o język włoski – rzeczywistość, kulturę, historię kraju – kobiety przebyły długą drogę w kwestiach społeczno-kulturalnych (zwłaszcza w ostatnich 50 latach), co pociągnęło za sobą zmiany w używaniu języka oraz stosowaniu form żeńskich na określenie kobiecych zawodów. Język to odzwierciedla, bo coraz częściej używa się form rodzaju żeńskiego, również w odniesieniu do terminów określających role instytucjonalne albo zawody prestiżowe. W języku włoskim zawsze znane były takie wyrazy jak „służąca”, „robotnica”, „sprzedawczyni”, czy „pokojówka”, ale nadal panuje niechęć wobec takich słów jak „inżyniera”, „chirurżka”, „adwokatka” i tak dalej. Problemem dotyczy najwyżej kilkunastu tego rodzaju nazw; co do instytucji, istnieje opór wobec uznania w języku „ministry”, „burmistrzyni”, „doradczyni”, ewentualnie formy te przyjmują się bardzo wolno. Także w telewizji zdarzało się, że kobiety mające wpływowe role polityczne prosiły, aby ich nie określać formami żeńskimi. Moim zdaniem jako lingwistki jest to prośba nieuzasadniona.

Nie można mówić „Proszę się tak do mnie nie zwracać” z wielu powodów. I to jest ta pierwsza kwestia: w języku włoskim obraz ewolucji społecznej kobiet znajduje tylko częściowe odzwierciedlenie, bo to długa droga, a jak zauważyła przedmówczyni, uzus językowy to nie tylko kwestia gramatyki. W języku niczego się nie narzuca. W Accademia della Crusca nie chcemy narzucać języka, ale chcemy dać precyzyjne sugestie. W tej kwestii mówimy, że zaleca się używanie form żeńskich.

Druga poruszona kwestia dotyczyła tego, czy istnieją jeszcze jakieś różnice dotyczące tego, jak języka używają kobiety, a jak mężczyźni — różnice, które stawiają kobiety na gorszej pozycji. Takie różnice istnieją, również w języku włoskim, choć w takim czy innym stopniu pojawiają się we wszystkich językach i mają początek w kulturze i społeczeństwie, a ściślej w narzuconej kobietom (we Włoszech i nie tylko) kulturze milczenia, kulturze wykluczenia z edukacji. Kobiety nie potrafiły przemawiać, nie umiały czytać, nie wiedziały, jak uczestniczyć w dyskusji. Dlatego wytworzyły styl wypowiedzi cechujący się niezdecydowaniem, wahaniem: „być może”, „za pozwoleniem”, „przepraszam, nie jestem pewna, czy dobrze mówię”, „może pan będzie o tym wiedział lepiej ode mnie” – takie wtrącenia przypominają nam o czasach (nie całkiem minionych), kiedy kobieta znajdowała się poza nawiasem grona aktywnych podmiotów społecznych, a jedynie była biernym przedmiotem, czego ślady istnieją nadal.

18:54

Pojawiły się nowe słowa, które weszły do języka włoskiego, ale także do innych języków (jestem pewna, że to samo dzieje się w języku polskim) na przykład ze świata technologii i stało się to na pstryknięcie palcem, w jednej chwili. Dlatego dzisiaj mówimy po włosku scaricare w sensie „ściągania plików”. Scaricare oznacza „ściąganie”, ale w sensie rozładunku, zdjęcia czegoś z ciężarówki. Jednak dzisiaj nikt już nie zakłada, że wyraz scaricare oznacza „zdjąć paczkę i gdzieś ją odłożyć czy zabrać”. Każdy uznaje, że oznacza to „pobierz plik” — takie ma znaczenie.

Zatem mamy nowe słowa techniczne. Jednak tych kilkanaście terminów w formie żeńskiej — nie. Nie dla „inżyniery”, nie dla „ministry”, nie dla „chirurżki”, nie dla „burmistrzyni”, nie dla „adwokaty”. Dlaczego? Bo kryje się za tym coś więcej: istniejąca kultura patriarchalna (że użyję tego terminu), która pozostaje żywa w naszym kraju.

Akurat w ostatnich dniach zajęto krytyczne stanowisko wobec wywiadu telewizyjnego, w którym prowadzący użył bardzo seksistowskiego języka wobec kobiety. Język był seksistowski nie dlatego, że dziennikarz używał form męskich, ale dlatego, że bagatelizował ryzyko przemocy wobec kobiet. Dziennikarz mówił: „Ale przecież on pani nie zabił”, „Ale on był bardzo zakochany, więc nie zrobił nic złego”. Użył innego rodzaju języka, w którym ujawniła się kultura. Potrzeba nam zatem przemiany kulturowej.

 

26:30

Chciałam wrócić do sformułowania, które wypowiedziała zdaje się moja przedmówczyni, o wahaniu, z jakim kobiety odnoszą się do używania wobec nich form żeńskich (przy czym „wahanie” jest tu eufemizmem, w rzeczywistości chodzi o ich odrzucenie), bo zjawisko to jest we Włoszech bardzo silne. Dla kobiet na stanowiskach instytucjonalnych ma to pewien aspekt polityczny – nie będę teraz w to wchodzić, ale krótko zaznaczę, że włoska prawica i lewica różnią się podejściem w tej kwestii. Ale sądzę, że u podłoża tej postawy u kobiet, które zajmują eksponowane stanowiska poza światem polityki (czyli chirurżek, adwokatek, itp.), widzimy relikt modelu, w którym równość rozumiana była jako upodobnienie się do mężczyzny. Czyli równość kobiet, które wcześniej znajdowały się w pozycji podporządkowanej wobec mężczyzn, oznaczała dla nich konieczność pięcia się w górę do męskiej pozycji. W latach 70. i 80. kobieta, która mogła zarządzać np. muzeum czy fabryką, chciała być nazywana „dyrektorem”, bo mówiła sobie: „Teraz jestem równa mężczyźnie”. Trochę to trwało, zanim zaakceptowano inny model, w którym równość nie była już rozumiana jako upodobnienie do mężczyzny, lecz jako przyjęcie do wiadomości i docenienie różnic między kobietami i mężczyznami. Ten model nie został jeszcze zinternalizowany, ponieważ otaczająca go kultura i społeczeństwo zachowuje dawne, odwrotne modele, w których mężczyzna pozostaje niezagrożony jako punkt odniesienia.

I jeszcze króciutko o drugiej sprawie, mianowicie przyszłości, o tym, co robimy z młodymi kobietami i mężczyznami. Oprócz osobistego przykładu ludzi z ich otoczenia ważną rolę odgrywa szkoła. We Włoszech ministerstwo edukacji wiele zrobiło w niedawnej przeszłości na tym polu, m.in. wprowadziło nową ustawę o szkolnictwie mówiącą jasno, że szkoła musi zajmować się edukowaniem na rzecz równości i przeciw przemocy. Ustawa wzbudziła we Włoszech wiele debat i politycznych sporów, ale weszła w życie. Ministerstwo próbowało też zainicjować weryfikację podręczników, bo zawierają one treści mocno przemocowe wobec kobiet – nie w sensie otwartej, jawnej przemocy, ale w tym sensie, że kobieta zawsze stoi w nich na podrzędnej pozycji. Walka toczy się więc na kilku frontach.

37:12

Jeśli mogę coś dorzucić do cennego wystąpienia przedmówczyni, z którą nadajemy na tej samej fali, co zauważam z radością, bo książka Lakoff dla nas, czyli badaczy i badaczek tych kwestii, to prawdziwa biblia. Otóż modele mówienia o kobietach i mężczyznach widoczne w społeczeństwie, z których często zdajemy sobie sprawę dopiero wtedy, kiedy badamy je uważnie i świadomie, są proponowane przez media, czego większość być może nie dostrzega. Na przykład telewizja często powtarza w filmach model kobiety niezdecydowanej, wahającej się, której pozycja uległa wprawdzie zmianie, ale ta zmiana czyni ją gorszą. Ostatnio w telewizji włoskiej rozpoczęto emisję serialu, w którym bohaterką jest inspektorka policji. Więc mówimy „Ach, dobrze. Kobieta-szef, szefowa, kobieta u władzy”. Jednak kobieta jest tu ukazana w sposób satyryczny, ma władzę, ale prowadzi rodzinę w wyjątkowo tradycyjny sposób, jest kobietą, która często albo wypowiada się w sposób przesadnie władczy, nieco karykaturalny, albo też w sposób niepewny, o czym tu już mówiłyśmy. Tak więc te stereotypy i sposoby bycia, które są nieodłącznie związane z byciem kobietą, są nam proponowane na nowo przez media. I to jest straszne niebezpieczeństwo dla młodych pokoleń. Ponieważ widzą, że to, z czym próbujemy walczyć, jest powielane. Nie wiem, czy to samo dzieje się również w Polsce.

49:46

Tu trzeba nieco odejść od kwestii rodzaju gramatycznego i feminizmu. Kwestia europejskiej polityki językowej narodziła się nieco ponad 15 lat temu, gdy w 2004 r. nastąpiło duże rozszerzenie Unii Europejskiej o 11 krajów. W tym czasie użytkownikom wszystkich europejskich języków narodowych nasuwało się wrażenie, że trudno będzie pogodzić obecność wszystkich języków (wtedy było ich 21, obecnie 24), jednak konieczne będzie zachowanie języków narodowych i zapobieżenie dominacji języka angielskiego nad pozostałymi – na nieco podobnej zasadzie, jak formy męskie, o których mówiliśmy wcześniej: wygodnie jest używać wyłącznie form męskich, pozbywamy się wtedy problemów, ale tracimy zarazem to wszystko, o czym tu rozmawialiśmy. Tak samo byłoby wygodnie używać tylko angielskiego, ale wtedy utracilibyśmy te wszystkie kultury. Tak narodziło się duże zainteresowanie polityką językową, polegającą na zwróceniu uwagi poszczególnych krajów europejskich na używanie własnego języka. Nie z pobudek tożsamościowych, ale dlatego, że każdy język jest nośnikiem kultury, która zginęłaby, gdyby używać innego języka. W 2004 r. powstała Europejska Federacja Narodowych Instytucji Językowych, w której reprezentowany jest każdy kraj – Polskę reprezentują dwie osoby, Włochy reprezentuje Accademia della Crusca, której jestem przedstawicielką. Do czego służą te języki? Czy tylko do codziennej komunikacji w rodzinie i z przyjaciółmi, czy może również do komunikacji zewnętrznej – handlowej, a także kulturalnej? Korzystanie z języka pojawia się w różnych kontekstach, i tu niestety również pojawia się kwestia władzy związanej z używaniem języka, bo język angielski, który stwarzał ryzyko dominacji w instytucjach Unii Europejskiej, miał za sobą ogromne wsparcie finansowe dzięki nauczaniu, kursom itp. Dlatego polityka językowa m.in. oznacza w dużej mierze troskę o używanie własnego języka w kraju i na zewnętrz. Do tego dochodzą inne kwestie, takie jak równowaga w użytkowaniu języków w Unii Europejskiej, gdyż tłumaczenia na angielski lub francuski, będące dwoma pierwszymi językami docelowymi w tłumaczeniu, są niezwykle ważne, bo to z nich powstają następnie tłumaczenia na inne języki. Tak więc każdy, kto tłumaczy na angielski lub francuski (na francuski w Trybunale Sprawiedliwości, po angielsku w innych instytucjach) ma wielką władzę, bo wszystkie kolejne tłumaczenia powstają z tych pierwszych. Pocieszę państwa, że istnieje bardzo ścisły system kontroli tłumaczeń, ale istnieje także hierarchia.

59:38

Spróbuję się teraz wypowiadać jako językoznawczyni, bo rodzaj gramatyczny rzeczowników oznaczających istoty żywe i ludzi ma inne pochodzenie i inną funkcję niż rzeczowniki oznaczające byty nieożywione, np. rzeczy albo pojęcia abstrakcyjne. Rodzaj męski i żeński u ludzi rozkłada się zgodnie z cechami charakterystycznymi dla płci — był to mechanizm klasyfikacyjny, który służył rozróżnianiu mężczyzn i kobiet. Jednak rozkładu tego nie widać w pozostałych wyrazach, które z punktu widzenia swojej formacji i morfologii tworzy się na tysiąc sposobów. Nie wchodząc w szczegóły, np. w językach romańskich, takich jak włoski, francuski czy hiszpański, biorą się ze źródłosłowów łacińskich, czyli z dostosowania końcówek. Z kolei dyskusje na temat tego, dlaczego na słońce mówimy „il sole” (r. m.), a na księżyc „la luna” (r.ż.), a nie odwrotnie, są już kwestią wtórną. Wiemy to z badań dotyczących rodzaju gramatycznego, w tym autorstwa Antoine’a Meilleta, jednego z gigantów lingwistyki ogólnej, które jasno wskazują na arbitralny charakter rodzaju gramatycznego w stosunku do bytów nieożywionych w wielu językach. Mamy tu wiele interesujących przykładów, ale czasem takie doszukiwanie się symboliki idzie nieco za daleko. W języku włoskim mamy np. dwa wyrazy na określenie stołu, męski (il tavolo) i żeński (la tavola), i moglibyśmy pisać całe powieści na temat interpretacji tych dwóch wyrazów, w co nie chcę tutaj się wdawać, ale można to sobie wyobrazić.

62:50

Wszystkie cztery mówiłyśmy dzisiaj o płci typu binarnego – i choć nie mogę się wypowiadać za pozostałe panelistki, myślę, że wszystkie świetnie zdajemy sobie sprawę, że istnieją także inne płcie nie wpisujące się w tradycyjny schemat binarny. 

Jeśli chodzi o język włoski i inne języki romańskie, rodzaj gramatyczny nie ma związku z płcią. W języku włoskim, a przypuszczam że również w polskim, rodzaj gramatyczny w odniesieniu do ludzi odzwierciedla ich przynależność do płci biologicznej, ale nie społeczno-kulturowej. Jeśli więc rozmawiam z kimś, kto nie uznaje płci męskiej albo żeńskiej, a używam języka włoskiego, pojawia się trudność, bo taka osoba nie chce się identyfikować z płcią biologiczną. Jednak jeśli chodzi o rodzaj gramatyczny, z pomocą przychodzi fakt, że nie ma on nic wspólnego z płcią biologiczną. We Włoszech występuje ciekawe zjawisko — i ciekawi mnie, czy istnieje ono także w innych językach — poszukiwań nowego języka, z nowymi końcówkami, które nie pozwalałyby na identyfikację płciową. Niektóre grupy zdecydowały się na używanie innej końcówki: zamiast „-o” dla rodzaju męskiego i „-a” dla rodzaju żeńskiego, postanowiły używać „-u”. Niesie to ze sobą wiele problemów, bo taki usus językowy sprawdza się tylko w małej grupie, czyli staje się żargonem. Nie jest to język, którym można się komunikować z każdym. Zastanawiamy się nad tym, ponieważ język jest szerokim systemem komunikacji z wszystkimi, a takie decyzje grup nie dają się pogodzić z tą funkcją języka, jednak nie należy o nich zapominać.

 

72:45

Znam w Bolonii grupę LGBT, która dokonała takiego wyboru, jednak wybór taki nie sprawdza się na poziomie komunikatywnym, a jedynie w drobnych zwrotach, pozdrowieniach mających być gestem dostrzeżenia, np. zamiast mówić Buongiorno a tutti, czyli „Witamy wszystkich [mężczyzn]” albo Buongiorno a tutte, czyli „Witamy wszystkie [kobiety]”, mówi się neutralnie Buongiorno a tuttu. Kiedy jednak zmieniamy całkiem morfologię wyrazów, rozmowa staje się niemożliwa, bo w końcu przestajemy się rozumieć. Jest to próba zasygnalizowania, że ktoś czuje się nieswojo, ale – jak już mówiłam – końcówki nie wskazują na rodzaj, na płeć, mogę być płci żeńskiej, a o rodzaju decyduję sama. Chodzi więc o eksperyment, nie sądzę, by można było posunąć się dalej.

 

A co mówi prawo włoskie?

Włoskie prawo nie mówi nic, bo nie reguluje ono używania języka. W prawie włoskim jest tylko kilka ustaw zalecających stosowanie języka niedyskryminującego. Decyzji usankcjonowanych prawnie nie ma i tak jest dobrze, bo jak już mówiłam, języka nie da się narzucić. Musimy tworzyć kulturę, która przyniesie zmianę nawyków. Byłoby rzeczą bezcelową stosować zawsze formy męskie i żeńskie, a przy tym utrzymać dyskryminację w społeczeństwie. Pojawia się zatem we Włoszech wiele inicjatyw mających zmieniać kulturę, a dzięki temu powoli zmienia się również język, jednak nie na drodze wymogów prawnych. Żadnego przymusu.

 ---

Na przekład jest podcastem Stowarzyszenia Tłumaczy Literatury, organizacji, która od 2009 roku zrzesza tłumaczy i tłumaczki książek, działając na rzecz lepszej widoczności zawodu, godziwych warunków pracy i życia oraz przyjaznych kontaktów między tłumaczami książek w Polsce i na świecie.
 
Na stronie Stowarzyszenia (stl.org.pl) można znaleźć dużą bazę ogólnodostępnej wiedzy dla osób zainteresowanych pracą tłumacza literackiego, a także kontakty do tłumaczy i tłumaczek zrzeszonych w STL.
Jeszcze więcej danych i informacji na temat aspektów finansowych, prawnych i organizacyjnych dostępnych jest dla zalogowanych członków.
 
Muzyka wykorzystana w czołówce i zakończeniu odcinka pochodzi z utworu "Mystery Sax" (Kevin MacLeod, Creative Commons License).
 
Grafika w okładce odcinka: Christopher Dombres, "Patriarchy" (2014) - domena publiczna. 
 
Chętnie wysłuchamy Waszych uwag i sugestii pod adresem podcast@stl.org.pl
 
 
Share | Download

Play this podcast on Podbean App